Po kazaniu ksi?dz zach?ci? dzieciaków, by zg?asza?y intencje modlitw. Najpierw sopranik wyrazi? ?yczenie: „?eby mamusia i tatu? byli zdrowi – wys?uchaj nas Panie”, inny: „?ebym poprawi?a stopie? z geografii...” i tak dalej w tym duchu, a? nagle: „?eby mój piesek nie chorowa?...” Tu wtr?ci? si? ksi?dz z uwag?, ?e za zwierz?ta modli? si? nie nale?y. Zetkn??em si? z nim przypadkiem, by? oburzony, ?e si? z jego opini? nie zgadzam. Indagowa?em wi?c ksi?dza zaprzyja?nionego. Ten nie mia? nic przeciwko modlitwie owego dziecka, ale wyja?ni? mi, ?e piesek nie ma duszy. ?wiadomo??, ?e ja od lat przyja?ni? si? z istotami bezdusznymi, sprawi?a mi przykro??. A? tu – czytaj?c wybitnego poety i teologa, ks. Twardowskiego „Niecodziennik ca?y”, trafiam na anegdotycznie potraktowane wydarzenie. Przebywaj?c na ?l?sku ksi?dz us?ysza? od górnika, ?e jego wuj „zdech?”. Wyja?niono mu, ?e to normalne w tamtych stronach okre?lenie, bo „zdech?” znaczy „odda? dech” – odda? dusz?. Natomiast pies „umiera”. „Zrobi?o mi si? przykro – pisze ksi?dz –bo uwa?am, ?e pies ma te? swoj? zwierz?c? dusz?.”
Przed wielu laty „Przekrój” (ten oryginalny, redagowany przez Eilego) drukowa? „my?li” psa Fafika. Zapami?ta?em jedn?: „To ludzie wymy?lili, ?e my marzymy o ko?ciach; my wolimy mi?so.” Ten cykl budzi? sympati? dla zwierz?t. Rol? t? spe?nia?y równie? niektóre wypowiedzi redakcji, np. „Chcesz mie? prawdziw? mi?o?? za pieni?dze? – kup sobie psa.” My?l?, ?e dzisiaj ówczesna redakcja tego by nie powtórzy?a, bo ten, komu zale?y na psiej mi?o?ci, zabiera bezdomne ze schroniska lub z ulicy. Znam w osiedlu, w którym mieszkam, dwie kobiety, które od lat spaceruj? co najmniej z dwoma. Jedn? z nich spotka?em kiedy? z trzecim, nowym. Udawa?a zagniewan?: „No, mam ju? te dwa, ale wczoraj patrz?, a to zdycha na ulicy; co mia?am zrobi?!”
U mnie w domu od lat mieszkaj? przyb??dy. I kochaj? bez pieni?dzy. Kiedy jedno „umiera”, przysi?gamy z ?on?, ?e to by?o ostatnie. A potem... W kronice rodzinnej zapisa? si? Klips (owczarek alzacki), który prze?y? jaki? dramat, ukry? si? w klatce schodowej i trafi? do nas. Kiedy kto? dzwoni? do drzwi, chowa? si? w najbardziej odleg?ych k?tach. Zaakceptowali?my go razem z tym „psychicznym”, to znaczy duchowym schorzeniem. ?ona, w zaawansowanej wówczas ci??y, wysz?a z nim wieczorem na spacer. Biega? po k?tach za kotami. Nagle zaczepili j? trzej chuligani. Pe?en strachu przed obcymi pies – b?yskawicznie znalaz? si? mi?dzy ni? a nimi i zmusi? ich do ucieczki.
Polska od wieków obfitowa?a w konie. Ale Jurand ze Spychowa grza? nogi na psim grzbiecie. Dzi? strzelaj? do bezpa?skich psów (schroniska przepe?nione), a konie eksportuj? na rze? – i to jak! I nawet nie da si? powiedzie?, ?e Polacy „zeszli na psy”, bo to krzywdz?ce dla psów. Oni zeszli – wstyd powiedzie? – na ludzi..
|