W mi?dzywojennej ?odzi mia?o miejsce takie zjawisko, ?e wybory do Rady Miejskiej wygrywali na przemian – socjali?ci (z dodatkiem elementów wywrotowych) a po nich endecy. I znów socjali?ci i tak dalej. T?umaczono to zjawisko tym, ?e znaczn? cz??? elektoratu stanowi? tak zwany „lumpenproletariat”. Do?? znaczna ta grupa nie mia?a okre?lonych pogl?dów politycznych, a kierowa?a si? w?asn? sytuacj? materialn?, ta – po latach zaborów – z trudem si? normowa?a, dora?nie za? nie dawa?o si? odczu? poprawy po zwyci?stwie ?adnego z tych ugrupowa?.
Zastanawiam si?, czy zjawisko to nie ma miejsca w obecnym pi?tnastoleciu, bo przecie?, pomijaj?c rozproszenie prawicy, obserwowali?my podobn? przeplatank?.
Dzi? jednak, chocia? m??czyzna nazwiskiem Miller „ko?czy” niechlubnie, powrotowi prawicy do w?adzy zagra?a – nie do ko?ca zdefiniowana i nie do ko?ca ukszta?towana – si?a, równie? zabarwiona na czerwono, ale jeszcze bardziej dla Polski gro?na ni? ta, która si? rozpada. Jak gdyby nast?pi?o swoiste po??czenie naczynia zwanego SLD z naczyniem „Samoobrona” i na miejsce tych, co przeciekli z tej ostatniej do Jagieli?skiego s?czy si? nie dopieszczony elektorat Sojuszu.
Nie jest to oczywi?cie zbiorowisko podobne do wspomnianego „lumpenproletariatu”, ale cwaniaczki pozlepiane w jak?? ca?o?? na innych zupe?nie zasadach. Ci, z którymi Miller wita si? codziennie w „publicznej” telewizji, trzymaj? si?, wzorem szefa, foteli, a licz? na wybór do Parlamentu Europejskiego. Tacy, którzy si? za?apali na partyjne i inne pieni?dze, odejd?, by korzysta? z „owoców” niedawnych przemian. Ci wreszcie, co porzucili SLD dla Leppera, to resztki dawnego „po??czonego proletariatu”, z?o?onego z ubeków, esbeków, niezidentyfikowanych a nie ukaranych oprawców, milicjantów, ormowców, wszelkiego autoramentu „utrwalaczy w?adzy ludowej”, nie awansowanych naczelniczków, pozbawionych w?adzy sekretarzy P.O.P czy innych „jaczejek” partyjnych (plus pieszczoch AWS-u Czarnecki).
To jest ten rak, który toczy polityczne, gospodarcze i spo?eczne ?ycie Polski. Trzy te grupy to (z wyj?tkiem jednego Celi?skiego) – wielbiciele „ustroju sprawiedliwo?ci spo?ecznej”, a kiedy by? czas po temu – wielbiciele wielkiego j?zykoznawcy.
Mimo pozorów – ja wierz?, ?e nadchodzi czas oczyszczenia, katharsis, z szumowiny naros?ej na progu trzeciej niepodleg?o?ci. Drogo nas to oczyszczenie kosztuje, bo to „pieni?dze moskiewskie”, FOZZ, PZU- ?ycie, i dziesi?tki afer wyra?anych milionami. Ale – ten czas nadszed?.
Chyba ?e prawica z tradycyjnym wdzi?kiem znów si? podzieli na dalszych kilka partii. Co jedna – to m?drzejsza.
|