Na estrad? wychodzi aktor przebrany za bandziora, zaci?ga si? papierosem i wykonuje ruch poprawiania na sobie lu?no zwisaj?cej kurtki. Widownia (tym razem krakowska) wybucha zgodnym ?miechem. Aktor zwraca si? do publiczno?ci, wskazuj?c r?k? – t? z papierosem – na kogo? w pierwszym rz?dzie i wo?a ochryp?ym g?osem: „Ty! – czego si? gapisz?!” Widownia szaleje z rado?ci. Rozgrywa si? nast?pnie scenka, zwana kiedy? „skeczem”, ale równie dowcipna jak wst?p.
Dzia?o si? to w telewizji polskiej w kilka dni po wiadomo?ci o zgonie Jeremiego Przybory. Tote? niesmak tym g??bszy i nieodparcie narzucaj?ce si? porównanie z „tamtym” okresem. Nie ma w tym stwierdzeniu t?sknoty za komun?, jest natomiast przekonanie, ?e cenzura i zamordyzm sprzyja?y kabaretowi. Teraz te? si? dziej? historie „wo?aj?ce o pomst? do nieba”, ale ka?dy ma prawo o tym mówi?, pisa?, wykpiwa?, ?mia? si? lub narzeka? do woli. Ale co ma zrobi? satyryk? – Kpi? z tego, co ju? wykpione?
Co mu wi?c zostaje? – Pisa? teksty warto?ciowe artystycznie. Tak jak to robi? Jeremi Przybora. W jego tekstach nie ma publicystyki. Delikatne aluzje do peerelowskiej rzeczywisto?ci mo?na znale?? w jego, ?e tak powiem, wywo?awczym utworze: „Piosenka jest dobra na wszystko”. „Piosenka na stop? za nisk?”, „na braczek rzucony na rynek”, „Na taki jaki? nie taki ten byt”. By? mo?e cenzor, oczarowany ca?o?ci?, przeoczy? te drobiazgi, albo te? uzna? je za, na przyk?ad, nawo?ywanie do nie robienia „braków”, i pu?ci?. Pasowa?a do epoki. A poza tym – czego? mo?na si? by?o dopatrzy? w k?pieli „nie dla mnie”, w „ukrytych przed ni?” pomidorach, w weso?ym ?yciu staruszka – poza poezj?, poczuciem humoru i dobrym smakiem, dobrym stosunkiem do otoczenia? Nawet „tani dranie” nie straszyli, a cieszyli. Pi?kno i dobro przewa?y?y w utworach ich obu – Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego.
Kabaretów by?o wówczas sporo, a wi?c i poetów zdolnych do humorystycznych skojarze? musia?o by? niema?o. Przypominam zapami?tane, nie jako ekspert, ale jako widz, niczym nie zobowi?zany do wyczerpuj?cego przegl?du. Niektóre, bo ich nazwy i niektóre znakomite nazwiska znik?y z pami?ci. S?yn?? kabaret „Ko?”, Edwarda Dziewo?skiego „Dudek”, kabaret „Tej” Laskowika. Laskowik przetrwa?, a w mej pami?ci zosta?a jego znakomita rozmowa telefoniczna z „mamu?k?”, wykpiwaj?ca zaradno?? obywateli peerelu, którzy mieli „lodówk?” mi?dzy oknami, ogl?dali telewizj? przez okno, póki s?siad nie zasun?? firanek i tp. Rozmow? t? powtórzy? niedawno kto? inny. Wyblak?a! S?uchaj?c jej, dziwi?em si?, ?e przed laty nagra?em j? sobie na ta?m?, by ponownie rozbawi? siebie i innych.
Doczeka? naszych czasów Jan Pietrzak. Boga? tam doczeka?! Przez wszystkie lata III RP prezes Kwiatkowski nie puszcza? go na anten?. A przecie? – zwa?ywszy cho?by jeden, ?piewany po ca?y ?wiecie utwór: „?eby Polska”, prezes Kwiatkowski nie dorós? mu do pi?t..
|