Epoka sygna?ów przekazywanych ogniskiem zapalanym na wzgórzach albo przez wici trwa?a bardzo d?ugo, niemal póty, póki Aleksander Bell nie wymy?li? telefonu. Ale i wtedy, w ?rodku XIX wieku nie wszyscy wierzyli, ?e to-to dzia?a. Wszak faktem historycznym jest, ?e na pierwszym pokazie telefonu pewien dostojny profesor protestowa?, by mu nie sugerowano, ?e kawa?ek metalu mo?e mówi? ludzkim g?osem. Pod koniec owego stulecia Marconi stworzy? warunki rozwoju tego, co potocznie nazywamy radiem, a co rozpowszechni?o si? w latach 1920-ych.
W naszym „mie?cie ?odzi” pierwszy odbiornik pojawi? si? na pocz?tku owych lat w dzisiejszym budynku Galerii Sztuki w Parku Sienkiewicza. Tam to za?o?yciel Galerii nazwiskiem Dienstl-D?browa otworzy? „s?uchalni?” radia. Radio królowa?o do drugiej wojny ?wiatowej, a odbiornik wysokiej klasy nazywa? si? „8-lapowa superheterodyna .luksusowa”. . Do krajobrazu miasta nale?a?y anteny, których, jak mawiano, „paj?czyna” pokrywa?a dachy. Antena sk?ada?a si? bowiem z dwóch kijów nazywanych masztami, mi?dzy którymi rozci?ga? si? kawa? drutu d?ugo?ci kilkunastu metrów, a takich anten by?o na dachach tyle, ile mieszka? pod tym dachem si? znajdowa?o
W latach trzydziestych wojsko nasze pos?ugiwa?o si? lampowymi radiostacjami nadawczo – odbiorczymi zainstalowanymi na ci?gnionych przez konie, obudowanych brezentem, dwukó?kach („biedkach”). By?o to urz?dzenie nie tylko umo?liwiaj?ce ??czno??, ale, w czasie manewrów, bardzo lubiane przez oficerów ??czno?ci. Je?li si? bowiem przytrafi?a w napotkanym dworze biesiada, to my, oficerowie liniowi wystawiali?my rankiem g?owy na wiatr, t?uk?c siedzeniem o siod?o, a oficerowie ??czno?ci – po prostu trze?wieli w „biedce”.
Jak ogromnie unowocze?ni?a si? ??czno?? dzisiaj – ka?dy widzi. SMS-y, EMS-y, WAP-y, GPRS-y i kilka innych, cude?ka s?u??ce jednocze?nie jako telefon, radio, telewizja i co? tam jeszcze. Trudno dzi? spotka? przechodnia z teczk?, który by si? nie trzyma? za ucho. Osobi?cie jestem pod tym wzgl?dem zacofany, co zilustruj? prze?yt? przygod?. Przygoda – raczej prywatna, ale – wpisuje si? w losy Polaków.
Kiedy nas zwalniali z ?agrów, Wiktora rzuci?y losy na Syberi? do Kemerowa; Genek po?lubi? Czesi? i osiedli w domu jej matki, we Lwowie. Z nimi utraci?em kontakt par? lat temu, z Wiktorem wymieniamy wci?? listy. W ub. roku na Zje?dzie Kawalerzystów w Grudzi?dzu udzieli?em wywiadu dziennikarce I programu radia. Wywiadu wys?ucha?a we Lwowie Czesia, napisa?a o tym Wiktorowi, Wiktor napisa? o tym do mnie. Niby nic takiego, ale - z Grudzi?dza przez Warszaw? do Lwowa z 500 kilometrów, ze Lwowa do Kemerowa siedem tysi?cy kilometrów, z Kemerowa do ?odzi kolejne siedem tysi?cy. Razem czterna?cie i pó? tysi?ca.
Epoka sygna?ów przekazywanych ogniskiem zapalanym na wzgórzach albo przez wici trwa?a bardzo d?ugo, niemal póty, póki Aleksander Bell nie wymy?li? telefonu. Ale i wtedy, w ?rodku XIX wieku nie wszyscy wierzyli, ?e to-to dzia?a. Wszak faktem historycznym jest, ?e na pierwszym pokazie telefonu pewien dostojny profesor protestowa?, by mu nie sugerowano, ?e kawa?ek metalu mo?e mówi? ludzkim g?osem. Pod koniec owego stulecia Marconi stworzy? warunki rozwoju tego, co potocznie nazywamy radiem, a co rozpowszechni?o si? w latach 1920-ych.
W naszym „mie?cie ?odzi” pierwszy odbiornik pojawi? si? na pocz?tku owych lat w dzisiejszym budynku Galerii Sztuki w Parku Sienkiewicza. Tam to za?o?yciel Galerii nazwiskiem Dienstl-D?browa otworzy? „s?uchalni?” radia. Radio królowa?o do drugiej wojny ?wiatowej, a odbiornik wysokiej klasy nazywa? si? „8-lapowa superheterodyna .luksusowa”. . Do krajobrazu miasta nale?a?y anteny, których, jak mawiano, „paj?czyna” pokrywa?a dachy. Antena sk?ada?a si? bowiem z dwóch kijów nazywanych masztami, mi?dzy którymi rozci?ga? si? kawa? drutu d?ugo?ci kilkunastu metrów, a takich anten by?o na dachach tyle, ile mieszka? pod tym dachem si? znajdowa?o
W latach trzydziestych wojsko nasze pos?ugiwa?o si? lampowymi radiostacjami nadawczo – odbiorczymi zainstalowanymi na ci?gnionych przez konie, obudowanych brezentem, dwukó?kach („biedkach”). By?o to urz?dzenie nie tylko umo?liwiaj?ce ??czno??, ale, w czasie manewrów, bardzo lubiane przez oficerów ??czno?ci. Je?li si? bowiem przytrafi?a w napotkanym dworze biesiada, to my, oficerowie liniowi wystawiali?my rankiem g?owy na wiatr, t?uk?c siedzeniem o siod?o, a oficerowie ??czno?ci – po prostu trze?wieli w „biedce”.
Jak ogromnie unowocze?ni?a si? ??czno?? dzisiaj – ka?dy widzi. SMS-y, EMS-y, WAP-y, GPRS-y i kilka innych, cude?ka s?u??ce jednocze?nie jako telefon, radio, telewizja i co? tam jeszcze. Trudno dzi? spotka? przechodnia z teczk?, który by si? nie trzyma? za ucho. Osobi?cie jestem pod tym wzgl?dem zacofany, co zilustruj? prze?yt? przygod?. Przygoda – raczej prywatna, ale – wpisuje si? w losy Polaków.
Kiedy nas zwalniali z ?agrów, Wiktora rzuci?y losy na Syberi? do Kemerowa; Genek po?lubi? Czesi? i osiedli w domu jej matki, we Lwowie. Z nimi utraci?em kontakt par? lat temu, z Wiktorem wymieniamy wci?? listy. W ub. roku na Zje?dzie Kawalerzystów w Grudzi?dzu udzieli?em wywiadu dziennikarce I programu radia. Wywiadu wys?ucha?a we Lwowie Czesia, napisa?a o tym Wiktorowi, Wiktor napisa? o tym do mnie. Niby nic takiego, ale - z Grudzi?dza przez Warszaw? do Lwowa z 500 kilometrów, ze Lwowa do Kemerowa siedem tysi?cy kilometrów, z Kemerowa do ?odzi kolejne siedem tysi?cy. Razem czterna?cie i pó? tysi?ca.
Chyba trzeba si? b?dzie zainteresowa? SMS-em, EMS-em czy GPRS-em, bo wezm? cz?owieka na j?zyki.
.
|