Powstanie styczniowe wyprzedzi?o o dobre pó? wieku powstanie wielkopolskie, ale rocznice obu dzieli zaledwie miesi?c. Dokonuj? takiego zestawienia, gdy? kilka tygodni temu, kiedy poznaniacy czcili swoj? rocznic? (27 grudnia), we wszystkich dziennikach telewizyjnych i radiowych oraz gazetach do wiadomo?ci o tym dodawano uwag?: „by?o to jedyne polskie powstanie zako?czone sukcesem”. Albo „zwyci?stwem” – bez znaczenia, bo nad idiotycznym tym komunikatem od lat dominuje owo „jedyne”, wyg?aszane tonem, lub pisane w kontek?cie odkrycia, oryginalno?ci, a mo?e nawet przekory w stosunku do tych nie dokszta?conych, .którzy wszystkim innym powstaniom przypisuj? jakie? znaczenie, lub darz? je sentymentem.
A jednak – warto sobie zada? pytanie: czy gdyby nie by?o owego Ko?ciuszki na krakowskim Rynku, D?browskiego z legionami, Kozietulskiego ze szwole?erami i Somosierr?, ksi?cia „Pepi” ze swoim Ksi?stwem Warszawskim, Pr?dzy?skiego w listopadowym i wreszcie – legendy powstania styczniowego, która inspirowa?a Pi?sudskiego, czy po stu latach uleg?ej, pokornej niewoli istnia?oby w ogóle jakie? takie zbiorowisko, zdolne „wybi? si? na niepodleg?o??”? Czy wreszcie Wielkopolanie przetrwaliby pod pruskim uciskiem na tyle mocni narodowo, by zwyci??y? w tym „jedynym” zwyci?skim powstaniu?
Rzecz chyba w tym, ?e zbyt cz?sto miernoty usi?uj? zwróci? na siebie uwag? g?osz?c tezy przeciwne uzasadnionym i powszechnie przyj?tym. Mam na my?li – dla przyk?adu – betonowego Toeplitza, który og?osi? kiedy? Matejk? malarzem kiczów, prof. Tazbira, który dowodzi? kiedy? „naukowo”, ?e Ko?ciuszko to gnojek i symulant, a owa po?a?owania godna „artystka”, która powiesi?a genitalia na krzy?u, to? to to samo zjawisko. A ów przymiotnik „jedyne”, z takich samych zapewne wywodzi si? ambicji.
Bez wzgl?du na ostatecznie ustalony stosunek Napoleona do sprawy polskiej, owe dwie dekady polskich zwyci?stw i s?awy znakomitych dowódców stanowi? niew?tpliwy powód do dumy z naszej historii. „Pu?kowniku, ratuj honor Francji!” – to b?aganie francuskiego marsza?ka Soulta skierowane do pu?kownika Konopki pod Albuher? (gdzie Polacy lali Anglików – w interesie Francuzów oczywi?cie). Pami?? o Napoleonie, nie jako o cesarzu Francuzów, ale jako symbolu polskich marze? o wolno?ci i ofiar dla niej, przetrwa?a sto lat i utrwali?a si? w pi?knej postaci Rzeckiego. Gdyby? to nasi negocjatorzy w UE nie byli tak prymitywni i potrafili histori? d?gn?? w oczy Chiraca...
Powstanie listopadowe mog?o – zdaniem historyków - by? tym drugim (by wielkopolskie nie by?o „jedynym”) zwyci?skim. Jerzy ?ojek tak? mu m.in. daje ocen?: „Jest faktem bezspornym, ?e ci którzy przechwycili w?adz? w powstaniu rankiem 30 listopada 1830 roku doprowadzili ?wiadomie to powstanie do kl?ski we wrze?niu 1831 roku, ?udz?c si?, ?e ich los pod panowaniem Miko?aja I b?dzie jednak lepszy ni? w Polsce niepodleg?ej.” Ale ich egoizm i ma?oduszno?? posz?y w niepami??, a pami?? o narodowej woli wolno?ci przetrwa?a dzi?ki innym. Ten?e ?ojek dowodzi, ?e mi?dzy 12 a 25 lutego 1831 roku Ch?opicki „przynajmniej dwukrotnie” mia? mo?liwo?? podj?cia próby doszcz?tnego rozbicia armii rosyjskiej „i mo?liwo?ci tych z ca?? ?wiadomo?ci? i celowo nie wykorzysta?”. W jednej z tych sytuacji „Pu?kownik Pradzy?ski kl?kn?? – jak najdos?owniej – przed wodzem i ca?uj?c go po r?kach b?aga?, by nie gubi? sprawy ca?ego narodu, by wyda? rozkaz podj?cia operacji, której skutkiem mog?o by? zniszczenie zasadniczego trzonu armii rosyjskiej. Ch?opicki odmówi?.” Niestety, nie ostatni to raz dostojnicy nasi dzia?ali przeciw Polsce na korzy?? takiego lub innego cara moskiewskiego. Ale tak czy owak - lekcja polsko?ci, polskiej narodowej ?wiadomo?ci si? odby?a.
I tak oto dojechali?my do aktualnej rocznicy – powstania styczniowego. Mniejszy dystans czasu dzieli nas od niego, najstarsze pokolenie Polaków pami?ta jeszcze siwych weteranów tego powstania, otaczanych czci? do samego ko?ca epoki mi?dzywojennej. Jego wa?no?? uwypukli? w swoich pismach Józef Pi?sudski. Nie ?eby kl?sk? militarn? uwa?a? za zwyci?stwo, ale analizowa? j?, by wyci?gn?? wnioski dla swojego etapu walki o wolno??. Bo w?a?nie odbywa?a si? ona etapami, a twierdzenie, ?e „jedynie” ostatni etap by? zwyci?ski pozbawione jest sensu. W spawie pozytywnego znaczenia powstania styczniowego – jak by to samochwalczo nie zabrzmia?o – mam w?asne niepodwa?alne kryteria.
W roku 1965 jako dziennikarz radiowy mia?em przygotowa? audycj? o rewolucji – oczywi?cie „proletariackiej” i s?awi?cej SDKPiL – 1905 roku. Trafi?em na „cymes” dla radiowego dziennikarza: dziewi??dziesi?cioletni? robotnic? jednej z fabryk ?ódzkich. Z informacji tej wynika, ?e w czasie rewolucji 1905 roku mia?a oko?o 40 lat, a jej dzieci?stwo, zacz?te w zaraz po powstaniu, przebiega?o w atmosferze pami?ci o tamtych historycznych wydarzeniach. Rozmow? nagrywa?em i mam j? na dyskietce do dzi?. Poniewa? dotyczy?a wydarze? 1905 roku, opisa?a mi zapami?tane sceny z ulicznych manifestacji i wspomnia?a swego znajomego, straconego wraz z innymi za udzia? w rewolucji. „Ja tylko pami?tam, jak tych pi?ciu, co le?? tam na Polesiu, pod pomnikiem, to jeden by? mój kolega, Lucjan Zaj?czkowski, on u?o?y? piosenk? (...) Prosi?, »jak prze?yjesz...«, bo to kolega, razem ?e?my si? chowali, »... to powiedz tym starszym t? piosenk? i ?eby chocia? jedna zwrotka by?a u nas na grobie.« To jest tak:
?egnaj mi, ludu, ostatnie dzi? s?owa
Do was posy?am, drodzy towarzysze,
Kat mnie ju? czeka i nad moj? g?ow?
Ju? si? ?miertelna p?tlica ko?ysze.
Prosz? pana, jak pi?ciu ch?opa za?piewali, tramwajów nie by?o, niczego, doro?ki stan?li, ludzie p?akali woko?o...” Ostatnia, trzecia zwrotka ko?czy?a si? okrzykiem: „Niech ?yje wolno??, honor i swoboda!”
Zach?ci?em j?, by za?piewa?a co? jeszcze, i wtedy ku memu zdziwieniu us?ysza?em: „Du?o pozapomina?am, a pami?tam o tym, jak by? rozbiór Polski:
Chowaj, matko, suknie moje,
I te wie?ce z ró?,
Jasne takie ?wietne stroje,
To nie dla mnie ju?.
Niegdy? jam stroje ?wietne lubi?a,
Lecz gdy naje?d?ca zagarn?? kraj
I gdy do grobu Polska wst?pi?a,
Jeden mi tylko pozosta? strój:
Czarna sukienka i biaaaa?y sznur...
T? zwrotk? i kilka nast?pnych zawieraj?cych to samo, co Grottger wyrysowa? piórkiem, za?piewa?a mi tkaczka fabryki Sztyler i Wi?cowski, mieszcz?cej si? w 1905 roku przy ul Po?udniowej 17 w ?odzi. Potem jeszcze pop?yn??y pie?ni o kibitkach, o t?sknocie za ojczyzn?.
Ta prosta kobieta wychowa?a si? w „robotniczej” ?odzi, w atmosferze "przegranego" powstania i szubienic widocznych go?ym okiem na rogu Konstantynowskiej i D?ugiej. Je?eli takie by?o pok?osie powsta? narodowych, to trzeba si? zastanowi? – czy zwyci?skie by?o tylko jedno?
|