Mówimy, ?e co? si? dzieje „na scenie politycznej”. Niestety aktorzy odzwyczaili nas od oklaskiwania, a coraz cz??ciej s?yszy si? gwizdy, a nawet - czego w teatrach nie bywa?o - wycie kr?conych r?cznie syren fabrycznych. To skojarzenie z teatrem wzi??o si? tu nie tylko z owego skrótu my?lowego „scena polityczna”, ale równie? ze wspomnienia o moim niezbyt d?ugim – ?e tak powiem – flircie z Melpomen?, który stanowi? odskoczni? od szarej codzienno?ci pracy w peerelowskich mediach. Przypomn? jedn? z moich przygód dziennikarskich lat chyba 60-ych, charakterystyczn? nie tylko dla mojego prze?lizgiwania si? przez czerwon? rzeczywisto??. Dosta?em, w Rozg?o?ni Polskiego Radia, polecenie przeprowadzenia wywiadu z ekonomist?, dzisiejszym cz?onkiem Rady Polityki Pieni??nej, prof. Cezarym Józefiakiem. Profesor pocz?stowa? mnie kaw?, nast?pnie wyra?nie zastrzeg?, ?e gospodarka Polski „Ludowej” nie ma nic wspólnego z zasadami ekonomii i dopiero wtedy uprzejmie zach?ci?: „A teraz, prosz?, niech pan pyta, o co tylko zechce”. I obaj wypadli?my na antenie – ku zadowoleniu partyjnego kierownictwa Rozg?o?ni.
Sposoby prze?lizgiwania si? przez ustrój bywa?y ró?ne. Naj?atwiej w owych latach by?o plastykom. Na przyk?ad jeden z najbardziej popularnych artystów ?ódzkich Konstanty Mackiewicz malowa? g?ównie katedry Notre Dame oraz, co uwa?a? za sw? specjalno?? – krajobrazy z lasem. Jeden z jego krajobrazów pochwali? na wernisa?u Towarzysz Pierwszy Sekretarz. „To jest niez?e... – powiedzia? – tylko ja tu nie widz? Cz?owieka...” Artysta, który sta? obok, wyja?ni? (swoj? ?piewn? mow?): „Je?eli tam nie ma Cz?owieka, to on widocznie na chwil? wyszed?”.
Ja prze?lizgiwa?em si? przez epok?, pisz?c ksi??ki o ?odzi. Wyda?em ich dziesi??, a w?ród nich - dwie o ?ódzkim teatrze. St?d w?a?nie pochodzi zapowiedziane skojarzenie ze „scen?” polityczn?. A przysz?o mi ono do g?owy, kiedy przypomnia?em sobie jedn? z licznych anegdot teatralnych. Pewien aktor wszed? na scen? - przy podniesionej kurtynie oczywi?cie – o kilka „kwestii” za wcze?nie. Szybko si? zorientowa? i, aby widzowie nie domy?lili si? „wsypy”, pokaza? palcem na drzwi w dekoracji i powiedzia?: „T?dy wyjd?”. I rzeczywi?cie wyszed?.
I kiedy teraz patrz? na aktorów sceny politycznej, tych od automatów do gier, tych od PZU, od FOZZ, od lekarstw, od i td. i td., to my?l? sobie, ?e ów aktor by? inteligentny i mia? poczucie w?asnej godno?ci. A ci – nie. I to zaczynaj?c od obsadzonego w roli g?ównej – do ostatniego statysty - nie chc? pokaza? palcem na drzwi i wyj??.
By? te? w dawnym teatrze ?ódzkim krawiec nazwiskiem Pytel, który s?yn?? ze znajomo?ci teatru i dowcipnych komentarzy. Zapytano go raz, co my?li o pewnej nowej aktorce. Powiedzia?: „?adna to ona jest; ale czy ona jest do grania?”
Gdyby ko?cowe „do grania” zmieni? na „do polityki”, to chyba by to pasowa?o do os?awionej ostatnio aktorki B?achowiak, nieprawda??
|