Mo?na by zamiast przymiotnika „u?a?ski” u?y? – „rycerski”, bo to pierwsze z drugiego wynika. W zaraniu historii Polski, a zarazem... jazdy polskiej, ci co walczyli konno byli „wojami”, piechot? okre?lano mianem „tarczowników”. Pami?? o jednych i drugich jako? si? nam w historii rozmy?a. Dlatego chyba, ?e niewielu by?o tych, co piórem wtedy w?adali. Wszak, jak wiadomo, nie polski, a niemiecki kronikarz Bruno z Querfurtu zapisa?, ?e Mieszko I Niemców pod Cedyni? „sztuk? zwyci??y?”. Co innego, kiedy si? woje przeobrazili stopniowo w rycerzy, ?atwiej wtedy by?o o pergamin i inkaust oraz o tych, co wiedzieli, co si? z jednym i drugim robi, a bywali nawet tacy, co – bez telewizji – bitwy z bliska ogl?dali. Jan D?ugosz zanotowa?, ?e pod Grunwaldem gapie obsiedli drzewa rosn?ce po ?rodku pola bitwy. Mo?e te? jaki? zakonnik podkasa? habit i wlaz? pomi?dzy konary, co za? zobaczy?, - pó?niej zapisa?
Wracam ja do tych odleg?ych czasów, bo jazda polska by?a zjawiskiem wyj?tkowym, nie tylko w sensie walki jako rzemios?a wojennego, ale ze wzgl?du na warto?ci, jakim ho?dowa?a, i jestem przekonany, ?e je?eli m?ody cz?owiek chce dzi? by? u?anem, je?eli jaki? nowoczesny pu?k czy batalion nazywa siebie kawaleri?, to aby unikn?? fa?szu, trzeba pozna? kawaleryjsk? tradycj? i jej ho?dowa?.
Mówi?o si? cz?sto o kawaleryjskim „fasonie”. Ten fason to nie tylko zewn?trzna og?ada, brz?k ostróg (spróbujcie dzi? brz?kn?? tymi idiotycznymi „regulaminowymi” ostrogami...), to przede wszystkim g??bokie poczucie u?a?skiej godno?ci, u?a?skiego honoru, z którego wynika?a wewn?trzna, posuni?ta do granic absurdu dyscyplina. Je?eli wspomnia?em (w Nr 3 Przegl?du) o postawie ?miertelnie rannych oficerów – p?k. Mycielskiego, czy rtm. Rasiewicza, , to w?a?nie oni dzia?ali zgodnie ze swoim poczuciem honoru, który nie pozwala? im umrze? przed spe?nieniem swego oficerskiego – u?a?skiego obowi?zku. Jeszcze inny podobny przyk?ad mo?na znale?? we wspomnieniach gen. Franciszka Skibi?skiego o boju pod Czerwon?. Rok 1920: "...ppor. W?adys?aw Buderacki podjecha? do dowódcy pu?ku i bardzo przepisowo zameldowa?: »Panie pu?kowniku, jestem ranny w brzuch i prosz? o pozwolenie odjechania na punkt opatrunkowy«. Odjecha? i tego samego dnia umar?.”
Taka by?a postawa oficerów kawalerii. A rodzi?a si? ona ju? w czasie musztry: oficer kawalerii nie sta? "na prawym skrzydle", a przed frontem podleg?ego oddzia?u. I mia? ambicj? utrzymania si? na tej pozycji równie? w czasie boju. Warto tu wróci? do do?wiadczonego w walkach kawaleryjskich rtm. Krzeczunowicza: „Jak to bywa z wielkim napi?ciem nerwów - pami?? moja przesta?a dzia?a? z chwil?, gdy zakomenderowa?em: »Rozwini?ty galopem marsz - hurra!«. Na wi?cej nie by?o czasu, bo nieprzyjaciel by? ju? 50 kroków przed nami - a nie mog?em wcze?niej rozwin?? pu?ku, aby cofaj?ca si? ?awa dziewi?taków (9 Pu?ku u?anów – J.U.) nie przewróci?a mi szyków. Pod purpurowo zachodz?ce s?o?ce widoczno?? by?a z?a. Co na ziemi, to by?o czarn? mas? - a przecie? musia?em z sekundow? dok?adno?ci? wycelowa? uderzenie pu?ku w sze?ciokrotnie przewa?aj?c? mas?, aby to uderzenie by?o skuteczne. Pami?tam, ?e konia p?azem szabli zmusi?em do galopu, bo nie reagowa? na ostrogi, ale nie przed salw? pistoletow? budiennowców (...), lecz bezpo?rednio po niej. Oni bowiem stan?li na widok nagle za ?aw? dziewi?taków wy?aniaj?cej si? nowej, zwartej linii jazdy - i próbowali wyrówna? swoj? lini?, co ich zgubi?o. Pami?tam, ?e w chwili, gdy rykn??em hurra! i mój dzielny »Alarm« zamiast zaskoczy? galopa, stan?? d?ba - jedyn? wad? tego zas?u?onego sze?ciolatka by?o to, ?e ba? si? papierów na ziemi i py?u od uderzenia pocisków, w tym wypadku nieszkodliwych pistoletowych - wyprzedzi? mnie (co za bezczelno??!) chor. Geier. Odt?d galopowa?em w t?umie jakby w transie i wcale nie dziwi?em si?, gdy wiele lat pó?niej czyta?em, ?e lord Cardigan, dowódca szale?czej szar?y lekkiej brygady pod Ba?ak?aw?, jeden szczegó? tylko zapami?ta? z ca?ej szar?y: ?e ?mia? go wyprzedzi? kpt. Nolan, któremu zreszt? zaraz po tym nietakcie, kula armatnia urwa?a g?ow?".
Jeszcze inne spojrzenie na postaw? oficera kawalerii zanotowa? Melchior Wa?kowicz. O wydarzeniach z kampanii wrze?niowej 1939 roku opowiedzia? mu p?k. Rzewnicki, oficer piechoty: „Pami?tam, by?o to pod koniec naszego wrze?nia, w nocy z 23 na 24 na szosie do Krasnobrodu. Ja ju? ze swego batalionu przesuwa?em na podwodach tylko sze??dziesi?ciu ludzi za grup? kawaleryjsk? Andersa. Byli?my w?a?nie na przeprawie przez Wieprz. Na tej przeprawie odci?to Wo?y?sk? Brygad? Jazdy. Radio niemieckie poda?o, ?e Niemcy zaj?li Lwów. Cel, do którego?my d??yli - po??czenie si? z genera?em Sosnkowskim - upad?. Trzeba by?o rusza? w nieznane. By?a godzina pó? do trzeciej w nocy, ksi??yc wzeszed?. Genera? Anders postanowi?... odebra? defilad? wymaszerowuj?cych. A wy powiecie - jaki? to czas w takiej chwili do defilady? Któ? defilowa?? Resztki pobitego bombami 9 DAK-u, plutony wykrwawionego 19 Pu?ku U?anów... Carewicz, skarogniady wa?ach ta?czy pod Andersem, oddzia?y przechodz?c robi? »prawo patrz«, a Anders coraz to podci?ga: »Pi?ty do do?u!« »Wy?ej broda!« »Strzemi? na ?rodek stopy!« »?ydka do ty?u!« To znaczy nic si? nie zmieni?o, jeste?cie ?o?nierzami. Wtedy kiedy ju? osaczeni byli?my przez bolszewików i przez Niemców, kiedy strzelali?my na dwie strony, kiedy na drugi dzie? wi?kszo?? poleg?a i by?a ranna, i ja te?, a genera? dwukrotnie".
I niech nikt nie próbuje zaatakowa? mnie zarzutem, ?e to, co tu przypominam, to anachronizm, bo nikt nie b?dzie mia? okazji sk?ada? meldunku, „trzymaj?c kiszki w gar?ci”, ?e nikt nie zawo?a „?ydki do ty?u”, kiedy wróg b?dzie trzyma? palec na guziku wyrzutni rakietowej, wi?cej nawet! – mo?e, daj Bo?e, do spotkania z wrogiem nie dojdzie. Oczywi?cie, nigdy nie powtórz? si? wydarzenia z innej, minionej epoki. Tote? ja pisz? o postawie kawalerzysty w zmieniaj?cych si? warunkach, w nowych okoliczno?ciach, a jego dzia?ania, zachowanie si?, decyzje winny wynika? ze znajomo?ci tradycji kawaleryjskiej, ze ?wiadomo?ci, jakim nale?y ho?dowa? warto?ciom, z troski o godno?? kawalerzysty – tego siedz?cego na koniu oraz tego, który s?u?y w nowoczesnej jednostce, której nazwa zaczyna si? od s?owa „Kawaleria...”
PS. 1. W „Bezp?atnym dodatku Nr 2” „Przegl?du Kawalerii”, zamieszczono wyci?g z regulaminu z 1931 roku dotycz?cy konstrukcji ostróg u?a?skich. Chyba o rok wcze?niej kilku nas, oficerów Kawalerii, wr?cza?o ostrogi wykonane wed?ug tego przepisu, u?anom Szwadronu Reprezentacyjnego. Ja te? bra?em udzia? w tym szachrajstwie. To nie by?y ostrogi u?a?skie. Chyba to by? wymys? jakiego? kancelisty. W roku 1934/35 mieli?my w Grudzi?dzu ostrogi prawdziwe, które g?o?no brz?cza?y. W tej i wielu innych sprawach dobrze jest pami?ta?, ?e najpierw by?o do?wiadczenie, praktyka, a regulaminy spisano pó?niej.
2. Z ubolewaniem stwierdzam, ?e panuje powszechna ignorancja w stosunku do szacunku, jakim nale?y otacza? Krzy? Wojenny Virtuti Militari oraz Kawalerów tego Krzy?a. Zawsze obowi?zywa?a zasada, ?e w?ród oficerów tego samego stopnia, Kawaler VM by? starszy od oficerów nie maj?cych tego odznaczenia. Panowa? te? zwyczaj, ?e na uroczysto?ciach patriotycznych i wojskowych Kawalerowie ci byli go??mi honorowymi, co najmniej na równi z dostojnikami cywilnymi.. W?ród dowódców dzisiejszego Wojska Polskiego nie ma uczestników wojny, a wi?c i odznaczonych tym Krzy?em, st?d te? wynika i brak zainteresowania nim. W Nr 4 Przegl?du ukaza? si? obszerny artyku? na temat Krzy?a VM, ale tej ostatniej sprawy autor nie poruszy?.
3. Oko?o 10 marca tv Puls nada?a dwa krótkie filmy pod tytu?em „Krakowski Szwadron”. Jestem z najwy?szym uznaniem dla Pana Bugajskiego, który szwadron ten zorganizowa?, zorganizowa? na w?asnym terenie i- je?li dobrze zrozumia?em – te konie karmi i poi. Poza tym film by? nieudolny, antyreklama kawalerii. Nauczcie si?, kochani, ?e rogatywk? nosi si? na prawe ucho, a nie na lewe czy nawet prosto. Pokazywanie, ?e u?an na koniu zapala papierosa, niczego dobrego nie wnosi, bo ka?dy dure? potrafi pali?. Ca?y ten filmik pokazywa?, jak u?ani kr?c? si? w kó?ko, albo jad? st?pem, a nie to charakteryzuje kawaleri?. Film drugi to mistyfikacja i bujda pod tytu?em „Ostatni u?an”. Pokazali faceta w jakim? cyrkowym mundurze, który tak by? w kawalerii jak ja na ksi??ycu. A operator mia? czelno?? pokazywa? co chwil? rogatywk? z dystynkcjami majora.
4. Dla odmiany – 3 maja w jednym z programów telewizyjnych ogl?da?em znakomity film p.t. „Lance do boju” o 24 Pu?ku U?anów i jego Muzeum w Kra?niku. S?dz?, ?e uzyskanie kopii tego filmu dla Muzeum Kawalerii w Grudzi?dzu by?oby bardzo wskazane.
|