Czekali?my na t? ksi??k? d?ugo. Nawet bardzo d?ugo.
I to mamy „Oko Judasza” Jerzego Urbankiewicza, które móg? on napisa? nawet przed pó?wieczem.
Warto by?o czeka?. Od dawna nie by?o na naszym rynku wydawniczym tak niezwyk?ej ksi??ki.
Jerzy Urbankiewicz, pisarz i publicysta – znany tysi?com czytelników przede wszystkim z wielkiego cyklu ksi??ek o ?odzi oraz monumentalnych dziejów jazdy polskiej – si?gn?? w swej najnowszej ksi??ce po szczególnie bolesne karty w?asnego ?yciorysu. Przedsmak tej tematyki da? nam ju? m.in. w powie?ci „Trzy dni purgi” (Bia?ystok 1994) i obszernym szkicu „Workuta” (?ód? 1995). Teraz otrzymali?my – opus magnum.
Archipelag Gu?ag, nieludzka ziemia, inny kraj... So??enicyn, Herling-Grudzi?ski, Czapski... Dziesi?tki wspomnie? i przyczynków... Co nowego, co istotnego mo?na jeszcze powiedzie? na temat j?dra ciemno?ci, jakim by?a sowiecka sie? obozów niewolniczej pracy?
A jednak.
Jerzy Urbankiewicz, szef Egzekutywy Kedywu Wile?skiego Okr?gu AK (w aktach zapisano: „kierownik dywersyjno-terrorystycznej grupy”) skazany zosta? (pod fa?szywymi personaliami Micha?a Pe?ki) w 1945 roku przez sowiecki s?d z paragrafu 58,1a, a wi?c za „zdrad? sowieckiej ojczyzny”. Jedyn? jego przewin? by?o, ?e konspirowa? i walczy? przeciwko hitlerowskiemu okupantowi. Stawi? czynnego oporu bolszewickiemu naje?d?cy nie zd??y? (poza jednym, nieznanym s?dowi incydentem), aresztowano go jednak i skazano na 15 lat katorgi i dodatkowo 5 lat pozbawienia praw publicznych, co w komunistycznej praktyce oznacza?o do?ywocie. Zes?ano go do Workuty, do „?agra 9/10”, ?wiadcz?cego niewolnicz? prac? na rzecz górniczego kombinatu „Workutugol”. Przetrwa? tam – istnym cudem – dwana?cie lat. Na fali buntów kator?ników po ?mierci Stalina, która d?ugo wstrz?sa?a ca?ym archipelagiem, zosta? u?askawiony. Dok?adnie w 13 lat, 2 miesi?ce i 14 dni od aresztowania odzyska? wolno??. Wróci? do Polski, gdzie – po raz pierwszy od 18 lat – nawi?za? kontakt z najbli?szymi.
Telegraficzny skrót, za którym si? kryje niewyobra?alny dla wspó?czesnych ogrom krzywd i upokorze?.
„Oko Judasza” ogarnia tamten trzynastoleni okres, rozpi?ty mi?dzy biegunami wolno?ci: utraconej i odzyskanej.
Lasciate ogni speranza.
„Marzenie o wolno?ci odsun??o si? – pisze Urbankiewicz – w niewiadom? dal. Pomi?dzy nim a nami g?stnia?a mg?a g?odu i wida? by?o tylko t? mg??, a nie horyzont” (s.66/67).
Ju? ten jeden cytat sygnalizuje form?, w jak? autor uj?? swe wspomnienia. Si?gn?? mianowicie po ?rodki wyrazu przypisane literaturze pi?knej, rzadko po?ytkowane w memuarystyce.
Sam autor wyjawia wprost, ?e „trzyma si? raczej wzajemnych skojarze? mi?dzy faktami ni? chronologii czy geografii” (s. 113). W innym za? miejscu stwierdza: „Z obrazów, jakie mi si? w pami?ci zapisa?y, wy?azi mieszanina ludzi i zdarze? tak nierealna, ?e sam nie wiem, kto by? tam kim i w kogo ja si? przepoczwarza?em” (s. 69).
Zastrze?enie to sygnalizuje – wbrew pozorom – nie luki w pami?ci, lecz ?wiadomy zamys? twórczy, który nada? wspomnieniom do?? wyrafinowany kszta?t artystyczny. Jest to miejscami poemat dygresyjny proz?, gdzie indziej – gaw?da, posuwaj?ca akcj? do przodu poprzez anegdoty, jedn? barwniejsz? od drugiej. Konstrukcja nie jest wi?c prosta, j?zyk te? niezbyt lekki i ?atwy, po paru ju? jednak stronicach tekstu zaczyna si? czytelnik rozsmakowywa? w jego sile i urodzie.
„Mo?e my?li te rzucane na ekran pami?ci po dziesi?tkach lat tr?c? grotesk?, ale nie by?o groteski pod stropem umocnionym bierwionami, w s?siedztwie ?mierci czaj?cej si? za w?g?em” (s. 18) – przestrzega, by nie da? si? zwie?? obecnemu na kartach tej ksi??ki humorowi, niekiedy szwejkowskiemu, cz??ciej wisielczemu.
„Wewn?trz ko?a podbiegunowego bywa wiele okazji do ?miechu” (s. 77) – przyznaje autor, ale to bardzo gorzka ironia. Tam, w workuckim ?agrze i we workuckiej kopalni by?o do g??bi „mrocznie, uroczy?cie, przed?miertnie” (s. 17).
„ Krok w lewo, krok w prawo uwa?a si? za ucieczk? i u?ywa broni bez uprzedzenia” – pada?o powszednie ostrze?enie dla konwoju kator?ników, gdy wyrusza? z obozu do kopalni, a tak?e kiedy z niej do baraków powraca?.
Workuta le?y 3 stopnie na pó?noc od ko?a podbiegunowego, niemniej po?o?ona jest po zachodniej stronie Uralu, przynale?y wi?c do... Europy. I tak oto w Workucie spotka?a si? ironia historii z ironi? geografii. Uczestnikiem tego spotkania sta? si? Urbankiewicz, teraz za? daje ?wiadectwo okrutnej prawdzie
.
„Bóg gdzie? nam si? zapodzia?, bezsilny wobec Gu?agu” (s. 69) – pisze o miejscu, gdzie gwa?cono na codzie? nie tylko wszelkie prawa ludzkie, ale zadawano k?am prawom boskim.
„By?em przekonany, ?e to, co mi burczy w brzuchu – pisze równie? – to nie tylko g?ód, lecz równie? sumienie, które w?a?nie emituje z siebie uczucie wstydu. Wstydu w imieniu ludzko?ci” (s. 66).
„Czy istnieje jaka? ostateczna miara upodlenia cz?owieka? Czy ju? zawsze mo?na go poni?y? jeszcze bardziej, tak bardzo, ?e wcze?niejszy stopie? upodlenia mo?e wej?? w sfer? marze? jako szcz??cie?” (s. 45).
Tak pyta jeden z ponad miliona Polaków deportowanych na Wschód, którzy dzielili podobny jemu los.
Wielu bohaterów jego ksi??ki, a nacji tu bez liku, nie zaprz?ta?o sobie jednak g?owy takimi pytaniami. ?yli bezrefleksyjnie, by tylko prze?y?. Jak grabarz Worobjow, który powiada: „takie zasrane ?ycie, a ?y? si? chce” (s. 63)...
Wa?nym elementem konstrukcji fabularnej jest w „Oku Judasza” awaria w kopalni, która najpierw p?onie, a potem tonie. Odci?ci od ?wiata w podziemnym chodniku kator?nicy czekaj?, jaka ?mier? dopadnie ich pierwsza: ta od dymu czy tamta od wody. Autorowi zaczyna si? odtwarza? „przed?miertny film z ca?ego ?ycia”. Wyst?puj? w nim ró?ni bohaterowie, pojawiaj? si? ró?ne zdarzenia, w tej jednak ró?nrodno?ci sta?ym elementem zdaje si? by? walka o godno??, cz?sto wa?niejsza ni? przetrwanie.
„Walcz?c, zachowywa?em ?wiadomo?? w?asnej godno?ci – wbrew oficjalnemu upodleniu” (s. 16) – pisze Urbankiewicz, podaj?c liczne przyk?ady tej postawy. Postawy heroicznej, bo tam i wtedy bohaterstwem by?o broni? godno?ci cz?owieka i honoru Polaka.
„My, kulturalni naiwaniacy, oczekiwali?my dowodów, ?e sowietyzm jest powierzchowny, ?e le?y jak szumowina na powierzchni pe?nowarto?ciowego roso?u. A to by?a nieprawda. I jest nieprawda” (s. 55) – orzeka autor. Nie ma w nim jednak nienawi?ci, co najwy?ej – pogarda. I brak z?udze?.
Polscy kator?nicy to historia sama w sobie. By? taki jeden, Dryja, co wszystkich w ?agrze zadziwia? wielkopa?skimi, w dobrym znaczeniu, manierami. Po prostu inaczej prowadzi? si? nie potrafi?. Tote? pewnego dnia Rosjanin Kariew stwierdzi?: „Dryja tak si?, kurwa, zabiera do bicia pluskiew, jakby mia? po?wiartowa? homara” (s. 77).
I taka te? tu bywa, jak?e cz?sto soczysta, literatura. Wystarczy przywo?a? histori? romansu Gruzina Gongadze z „lebiodk?” czyli maszynistk? wyci?gu Dusi?. Albo potworn? przygod? niejakiego P?ochowa, którego rosyjskie wi??niarki „zagwa?ci?y” na ?mier?... Tak, tak, s? u Urbankiewicza nawet takie rozdzia?y, jak „Sex pod biegunem” i „Mi?o?? pod biegunem”.
Albo opowie?? o tym, jak niejaki Kruczkow ograbi? sklep. A jako ?e s?aby by? (dystrofia alimentarna, pisano w karcie zgonu, bo jak mo?na by?o napisa?: ?mier? z g?odu?), zabra? ze sob? tylko po?e? reniferowego mi?sa. Poszed? ze zdobycz? w purg? (burz? ?nie?n?) i nigdzie nie doszed?. „Kiedy nast?pnym razem przystan??, by odpocz?? – czytamy – postanowi?, ?e krótka drzemka doda mu si?. Tam go znale?li wiosn?” (s. 97).
Doprawdy wysokiej to próby literatura. A? ?al, ?e rozsmakowawszy si? w niej na dobre, tak szybko natrafia si? na ostatni? stron?. I ca?a nadzieja, ?e Autor nie powiedzia? ostatniego s?owa i przygotuje nast?pne – znacznie rozszerzone – wydanie swej niepowszedniej ksi??ki.
|